Wiem na co zwrócić uwagę i jak powinno wyglądać poprawnie przeprowadzona migracja sklepu internetowego, aby nie było spadków ruchu organicznego. Jako e-commerce manager patrzę na migrację całościowo – pojedyncze elementy i integracje nie mogą zepsuć SEO i odwrotnie. Odpowiadałem za wdrożenie nowych wersji (np. zmiana frontendu i jego poszczególnych elementów) i duże migracje (zmiana całej platformy sklepowej).
Zakres zadań, który mogę realizować:
- doradztwo na etapie planowania migracji
- przygotowanie planu migracji
- pomoc w wyborze partnerów/agencji do współpracy
- audyt wersji testowej
- nadzór i przeprowadzenie procesu migracji platformy
- sprawdzenie i pomoc w przygotowaniu planu naprawczego po nieudanej migracji
Jeden z największych projektów jaki prowadziłem to zmiana platformy z Magento 1 na Magento 2. Magento 2 to zupełnie nowy framework, nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek aktualizacji, a cały sklep trzeba było zbudować zupełnie od nowa i migrować. Sklep funkcjonował na 20 rynkach zagranicznych na osobnych domenach TLD, w każdym sklepie było ok. 35 000 produktów, które miały swoje unikalne parametry (w tym URLe) na każdym z nich. Dodatkowo rozbudowana sekcja blogowa (kilka tysięcy artykułów w 20 różnych językach), setki tysięcy klientów, zamówień oraz odwiedzających. Migracja odbyła się w nocy i przebiegła bezproblemowo, nie wpływając negatywnie na pozycje w SERP czy ruch organiczny.
W całej migracji został popełniony jeden błąd, który na długo utkwił mi w pamięci, bo idealnie obrazuje jak dużo jest do stracenia w trakcie takiej operacji. Poniżej zrzut ekranu z Google Search Console z sekcji blogowej w j. greckim. Okazało się, że nowy moduł blogowy inaczej transliterował URLe artykułów blogowych z alfabetu greckiego na łaciński (co ciekawe, nie było tego problemu z cyrylicą), a nie zostało to wychwycone. Blog grecki dopiero raczkował i stanowił promil całego ruchu, więc straty były stosunkowo niewielkie. Ruch udało się odbudować po 6 miesiącach, a finalnie udało się go wielokrotnie przeskalować.
